Wyjechaliśmy (tzn. prof. Bogdan Zajdel, Jakub Orłowski z IV TL i niżej podpisany) w sobotę 17 września o godzinie 900 spod naszej szkoły. Od rana cały czas lało. Po kilometrze jazdy było nam już wszystko jedno czy jedziemy po kałużach czy nie. Ponieważ Michał Marczyk z III TL nie pojawił się na miejscu zbiórki pojechaliśmy po niego na Myślec. Stamtąd ruszyliśmy do Nowego Sącza zabierając po drodze Wojtka Drożdża z III Lug. Jechaliśmy przez Grybów, Gorlice do Krygu gdzie mieli dołączyć Michał Cudek z IV TL i Wojtek Szurek z IV TL. Z wycieczki zrezygnował Krzysiek Fedko, który nie pojawił się w Piątkowej z powodu nagłej choroby.
Całkowicie przemoczeni i zmarznięci i po pierwszych defektach sprzętu zaczęliśmy się w Nowym Żmigrodzie rozglądać za noclegiem. Ponieważ cały czas padało nie chcieliśmy rozbijać namiotów ale znaleźć gdzieś nocleg w stodole. Po kilku nieudanych próbach zatrzymaliśmy się u bardzo gościnnego, starszego małżeństwa między Starym a Nowym Żmigrodem.
W drugim dniu bardzo zimno ale na szczęście bez deszczu. Jedziemy przez Duklę do Komańczy i Duszatyna. Tu wielkie zaskoczenie. Spotykamy prof. Piotra Wójsa, nauczyciela j. niemieckiego z naszej szkoły, który przyjechał z żoną na wycieczkę. Rozbijamy namioty, palimy ognisko, staramy się wysuszyć przemoczone ubrania. W poniedziałek atakujemy Chryszczatą. Stromizna, okropne błoto i wiatr tak duży, że słyszymy łamiące się w lesie drzewa. Odpoczywamy przy Jeziorkach Duszatyńskich i na szczycie. Zjeżdżamy do Rabego przez karkołomne wertepy, na których doszło do kilku bardzo źle wyglądających kraks ale na szczęście bez większych kontuzji i defektów. Odpoczynek w opuszczonej bazie studenckiej. Wyruszająć dalej Wojtek Drożdż wpada przednim kołem do dziury wyżłobinej przez strumyk i wykrzywia przednie koło w ósemkę. Kompletne załamanie; najbliższy sklep rowerowy jest około 40 km stąd! Na szczęście jest z nami Michał Marczyk - złota rączka. W ciągu pół godziny doprowadził rower do użytku. Zaczęliśmy zjeżdżać do Jabłonek. Postój przy rezerwacie Gołoborze i dalej w dół do najbliższego sklepu lub baru. Niestety Wojtek Drożdż zostawił mały plecak przy rezerwacie i musiał się po niego wrócić więc straciliśmy znowu trochę czasu. Michał Cudek nie mogąc już wytrzymać z głodu zaczął jeździć po najbliższych pensjonatach by załatwić coś do jedzenia. Udało nam się go odnaleźć dopiero w Jabłonkach gdzie prawie siłą zmusił właścicielkę by nie zamykała baru i dała mu coś do jedzenia. Następnie pojechaliśmy do Cisnej (zakupy) i dalej do Kalnicy do wujka Michała Cudka. Zostaliśmy wspaniale ugoszczeni. Najedzeni do syta, wysuszeni ruszyliśmy na następny dzień w dalszą drogę. Ponieważ Kuba nabawił się kontuzji, musieliśmy zmienić naszą zaplanowaną trasę i skierowaliśmy się w stronę Ustrzyk Dolnych gdzie kursował pociąg. Pojechaliśmy w kierunku Zatwarnicy (po drodze rez. Sine Wiry). Zjazd do Chmiela; odpoczynek i posiłek. Niestety znowu zaczyna padać deszcz. Ruszamy w kierunku Ustrzyk Dolnych z zamiarem dojechania jak najbliżej miasta.
Nocujemy pod namiotami w Czarnej Górnej. Tutaj niezapomniany moment. Wstępujemy do restauracji (sic!) "Krzemień" by napić się herbaty i trochę się ogrzać. Rozchodzące się do okoła ciepło i niezła muzyka z radia sprawiły, że wszyscy odżyli i zgłodnieli. Po przeglądnięciu karty wybór padł na rosół i żurek z jajkiem i kiełbasą. To co otrzymaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Wspaniale podane, wykwintnie przygotowane i tak dużo, że prawie wylewało się z talerza. Wszyscy na długo zapamiętają restaurację "Krzemień" w Czarnej Górnej!
Rano ruszyliśmy do Ustrzyk Dolnych gdzie odprawiliśmy Kubę do domu. W tym dniu bardzo dobrze nam się jechało i dotarliśmy aż do Dukli. W zaprzyjaźnionym Technikum Leśnym w Lesku dostaliśmy obiad , za co serdecznie dziękujemy. Po drodze zwiedzaliśmy w różnych miejscowościach ciekawe zabytki, najczęściej budownictwo sakralne.
Nocleg pod namiotami w Dukli był bardzo zimny - przygruntowe przymrozki. Zmarznięci już o ósmej wyruszyliśmy w drogę. Po 10 km Wojtek Drożdż urwał łańcuch. Na szczęście jest Michał Marczyk. Jedziemy dalej i nomen omen w miejscowości Samoklęski Wojtek ponownie urywa łańcuch a w rowerze Wojtka Szurka pęka szprycha. Tu już nie obeszło się bez specjalistycznego sprzętu - trzeba było iść do najbliższych domów po młotek. Po naprawieniu łańcuch trzeszczy i przeskakuje ale według zapewnień Michała, Wojtek powinien na nim dojechać do Sącza.
Dojeżdżamy do Krygu, do domu Wojtka Szurka. Tam dostajemy wspaniały obiad, kawę i winogrona z własnej uprawy. O 13 ruszamy dalej. W Gorlicach odłącza się Michał Cudek, który jedzie do domu do Rzepiennika. My jedziemy dalej przewz Ropską Górę (koszmarna góra), Grybów, Cieniawę (koszmarna góra) do Nowego Sącza. Zostawiamy Wojtka (łańcuch wytrzymał) i szybko do Starego Sącza gdzie kończymy wyprawę.
Następna za rok!!
Opracował opiekun SKG "RYSY" Paweł Jochymek
Do góry
|